Witamy serdecznie na naszej stronie poświęconej hodowli sznaucerów średnich pieprz i sól!
W naszym domu mieszkają średniaki – cudowne, radosne pieski, stworzone do towarzyszenia człowiekowi.
A wszystko zaczęło się od marzenia… W domu rodzinnym, mimo usilnych starań, wielu prób i próśb nie mogłam zdobyć pozwolenia na posiadanie psa. Przemycony pod kurtką kotek był szczytem tego, co mi się udało osiągnąć w kwestii posiadania własnego zwierzaka. Ale wszystko zmieniło się w trakcie moich studiów na  Wydziale Medycyny Weterynaryjnej. Poszukiwania psiego ideału zaczęłam przeprowadzać podczas staży i wolontariatów w klinikach weterynaryjnych. Spośród ras wymarzonych w dzieciństwie – a były to m.in basset (którz nie chciał mieć smutnookiego basseta jako dziecko), mops, shar pei, alaskan malamute, doberman – wszystkie odpadły w przedbiegach. Rozmowy z właścicielami o wadach i zaletach swoich pupili, a także widok „od kuchni” na liczne problemy zdrowotne czy uciążliwość pewnych cech spowodowała przewartościowanie mojego podejścia do kwestii posiadania psa. Szukanie odpowiedniej rasy zaczęłam od zastanowienia się jakie cechy charakteru czworonogiego kompana są dla mnie najważniejsze i co jestem w stanie zaoferować naszemu towarzyszowi. I wybór padł na sznaucera średniego – odpowiadającego mi pod każdym względem! Inteligencja, kontaktowość i temperament, chęć do nauki, idealna wielkość, odporność na choroby, brak obciążeń genetycznych oraz brak fruwającej w domu sierści! Rasa idealna! Mimo, że uwielbiam psiaki i nie mogę przejść koło psa chociaż nie uśmiechając się do niego – tylko sznaucer średni opanował moje serce!
Pierwszą sznaucerką, jaka zamieszkała w moim domu w 2002 roku, jest ukochana TRELE MORELE.
Sunia obdarzona wspaniałym charakterem i doskonałymi warunkami anatomicznymi, stała się filarem mojej hodowli. Stając się jej właścicielką zdobywałam wiedzę od podstaw – o obowiązkach płynących z posiadania psa „po przejściach”, o nauce i szkoleniu oraz o pielęgnacji. Bo trzeba wiedzieć, że sunia nie była u mnie od samego początku i nasze pierwsze miesiące razem wymagały  mnóstwa pracy i cierpliwości. Trelcia trafiła do mnie w wieku 13 miesięcy i miała za sobą wiele przeżyć. Bardzo kontaktowa sunia, całkowicie pozbawiona agresji, została pozostawiona samej sobie i ulicy, która nauczyła ją zamiłowania do włóczęgostwa i kombinowania. Poprzedni właściciele nie umieli, bądź nie mieli wystarczająco dużo chęci, by zająć się swoim zwierzakiem. Okazało się, że niestety Trelcia nie jest pluszową zabawką, która leży tam gdzie się ją zostawiło. To żywy organizm, który czuje, biega, szczeka i szuka towarzystwa. Zabrakło chęci pracy z psiakiem, zabawy i nauki. Podziwiam jednak poprzednich właścicieli za odwagę cywilną do przyznania się do faktu, iż nie podołali obowiązkom. Dziękuję za tą decyzję, bo dzięki temu to właśnie Trelcia mieszka ze mną a nie żaden inny sznaucer. Jest cudowna i niesamowicie mądra. Pierwszy rok jej pobytu w naszym domu spędziłyśmy na nauce podstaw posłuszeństwa, co bardzo pokochała. Lubi pracę z człowiekiem, ma duszę sportowca.  Jej obecność zaważyła na wielu moich  życiowych wyborach. To z nią wkroczyłam w świat kynologiczny, zasmakowałam pierwszych sukcesów wystawowych. To od niej zaczęła się moja przygoda z hodowlą.